Kilka sposobów na kieszonkowe

kieszonkowe

Kieszonkowe w edukacji finansowej dziecka odgrywają istotną rolę. Nie da się wyrobić w dziecku nawyku rozsądnego dysponowania pieniędzmi tylko i wyłącznie poprzez swoją postawę i dobry przykład. Najlepszym sposobem nauki jest praktykowanie i wyciąganie wniosków z własnych działań i podejmowanych decyzji. Martwi mnie zatem wynik badania TNS Polska dla BGŻ Optima z lipca 2016r. (schemat poniżej), który wskazuje, iż tylko 42% rodziców wypłaca swoim dzieciom kieszonkowe regularnie.

sposoby na kieszonkowe

Z jednej więc strony, jako rodzice chcemy, żeby nasze dzieci świetnie radziły sobie z pieniędzmi w przyszłości, z drugiej ograniczamy im źródło nauki. To tak, jakbyśmy chcieli dziecko nauczyć jazdy rowerem, nie kupując roweru.

Okazuje się też, że skłonność do wypłaty kieszonkowego, nie zależy wcale od zasobności portfela rodziców. A nawet jeśli byłby problem z wygospodarowaniem w swoim budżecie ok. 50-100 zł miesięcznie, w zbożnym celu jakim niewątpliwie jest nauka naszego dziecka gospodarowania pieniędzmi, to uderzmy się w pierś i odpowiedzmy sobie na pytanie: ile miesięcznie wydajemy na swoje zachcianki, przyjemności lub zupełnie nieracjonalne zakupy?  I w tym właśnie momencie nasuwa mi się jedno najważniejsze pojęcie: PRIORYTETY.  Dlaczego warto uczyć dzieci finansów i przedsiębiorczości pisałem już tu. Może ten wpis Cię przekona.

Jeśli zależy Ci na tym, by Twoje dziecko w przyszłości świetnie radziło sobie ze swoim budżetem, mądrze „konsumując” zarobione pieniądze, a dodatkowo oszczędzając lub inwestując, pomnażało swój majątek, warto wdrożyć w życie poniższy schemat, nie pomijając żadnego elementu:

stomonet

Dawanie możliwości to nic innego, jak właśnie dawanie kiszonkowego. Praktyka to nieingerowanie w zarządzanie przez dzieci otrzymaną gotówką, z zastrzeżeniem, że będzie ono poparte rozmowami z dzieckiem i nauką.

Kiedy zacząć?

Dawanie dziecku kieszonkowego najrozsądniej jest rozpocząć kiedy potrafi już liczyć. Wcześniej można jednak dziecko odpowiednio przygotować, zabierając do sklepu i wyjaśniając, że na półkach leżą produkty za które trzeba zapłacić więcej pieniędzy, a za niektóre mniej; jedne są nam bardziej potrzebne, inne trochę mniej; do jednych sklepów (np. z odzieżą, butami) wchodzimy od czasu do czasu, do innych (np. spożywczych) o wiele częściej; za zakupy płacimy pieniędzmi lub kartą; zakupy można również dokonywać przez internet, itp.

Wiek od którego warto zacząć dawać dziecku kieszonkowe jest sprawą indywidualną. Powinniśmy mieć tylko pewność, że dziecko rozumie, po co zaczęliśmy wręczać mu kieszonkowe i czego od niego oczekujemy. Innymi słowy powinniśmy przekazać dziecku jasne zasady.

Kilka sposobów na kieszonkowe

Pytań, wątpliwości i strategii w jaki sposób dawać kieszonkowe jest wiele. Istnieje też przekonanie, że kieszonkowego nie warto w ogóle dawać. Zwolennicy takiego podejścia mówią, że dzieci nie powinni otrzymywać pieniędzy, bo nikt w dorosłym życiu ich nie rozdaje, tak po prostu (choć rządy niektórych krajów wprowadziły, a niektóre zastanawiają się nad wprowadzeniem bezwarunkowego dochodu pasywnego). Jeśli więc mieliby otrzymywać jakiekolwiek kieszonkowe, to za konkretne zadania czy obowiązki. Osobiście nie podzielam takiego stanowiska. Uważam, że obowiązki i dodatkowe zadania to jedno, natomiast regularne wypłacanie pieniędzy i obcowanie z nimi od najmłodszych lat jest podstawowym źródłem nauki ich zarządzania. Im więcej błędów teraz, tym mniej w przyszłości, pod warunkiem, że jako rodzice trzymamy rękę na pulsie.

Załóżmy, że decydujemy się na regularną wypłatę kieszonkowego naszemu dziecku. Jako, że w praktyce nie miałem jeszcze okazji przetestować poniższych schematów (wszystko przede mną, syn ma 3,5 roku), to jednak głęboko wierzę, że będą one skuteczne i efektywne. Moja propozycja opiera się na kilku założeniach:

  1. Edukacja to proces ciągły i zmienny, dlatego z wiekiem dziecka, wraz z jego rozwojem i nowymi potrzebami, zamierzam zmieniać strategie dawania kieszonkowego.
  2. Nauka zarządzania pieniędzmi mojego dziecka (w tym dawanie kieszonkowego) będzie trwać do czasu, kiedy dziecko zacznie samemu zarabiać na siebie, przy założeniu, że kieszonkowe nie może być na tyle atrakcyjne, żeby opóźniało proces poszukiwania pracy :).
  3. Docelowo zależy mi na tym, żeby zarządzanie kieszonkowymi przez moje dziecko, odzwierciedlało zarządzanie pieniędzmi w dorosłym życiu.

Kierując się powyższymi założeniami, chciałbym w całym procesie dawania dziecku kieszonkowego przejść przez kilka etapów. Nie chciałbym ograniczać się tylko do jednej, najprostszej strategii, która zakłada, że co rok podwyższamy kwotę miesięcznego kieszonkowego, nie wnikając zupełnie w to, w jaki sposób są one wydawane przez dziecko. I zdaję sobie sprawę, że powyższe założenia mogą się zmienić w przyszłości. Tylko krowa nie zmienia poglądów :).

No więc przez jakie etapy chciałbym przejść?

Etap 1

  • wyjaśniam z dzieckiem podstawowe zagadnienia: co to jest zachcianka, a co to jest potrzeba,
  • daję kieszonkowe w cyklach tygodniowych, ustalając stałą kwotę,
  • ustalamy, że dziecko wydaje kieszonkowe na zachcianki a ja nie ingeruję w jakie,
  • ustalamy, że rodzice nie finansują już żadnych zachcianek,

Etap 2

  • daję kieszonkowe w cyklach tygodniowych, zwiększając niewiele stawkę, przy jednoczesnym wprowadzeniu zasady, że dziecko wydaje kiszonkowe nie tylko na zachcianki, ale odkłada obowiązkowo na wybrany swój cel (wymyślamy wspólnie) oraz odkłada dodatkowo część do trzeciej skarbonki (np. na pomoc dla innych, prezenty dla innych),
  • ustalamy, że każdy wydatek dziecko zapisuje w swoim specjalnie przygotowanym zeszycie. Raz w tygodniu omawiamy stan dziecięcego budżetu, omawiamy wydatki, możemy ustalać nowe cele,

Etap 3

  • przechodzę na miesięczny cykl dawania kieszonkowego,
  • zachęcam do „zarobienia” dodatkowych pieniędzy oprócz przyznanego wcześniej kieszonkowego, poprzez kreatywne wymyślanie dodatkowych zajęć czy prac, które komuś ułatwią życie (np. pomoc koledze w odrabianiu lekcji, wynoszenie sąsiadom śmieci, sprzedaż swoich nieużywanych zabawek na allegro),
  • wyjaśniam i ustalam, że nie są premiowane dodatkową kasą dobre oceny w szkole oraz domowe obowiązki. Za naukę nikt finansowo nie wynagradza. Dopiero wykorzystanie wiedzy do wytworzenia czegoś, za co inni będą skłonni zapłacić, pozwala na otrzymanie finansowej gratyfikacji. Nie zamierzam również „straszyć” dziecko sankcjami typu odebraniem kieszonkowego za słabe wyniki w nauce. Nie chcę, żeby jedynym motywatorem do zdobywania wiedzy były pieniądze.
  • przy regularnym oszczędzaniu i trzymaniu się zasad, wypłacam co jakiś czas dodatkową „premię” – chciałbym tym samym jeszcze bardziej dać dziecku do zrozumienia, że cierpliwość i nieuleganie emocjom przy zarządzaniu budżetem opłaca się.

Etap 4

  • zakładam dziecku konto w banku, ucząc się wspólnie korzystać z serwisu internetowego. Od tej pory kieszonkowe wypłacam tylko i wyłącznie przelewem. Uczę posługiwania się kartą.
  • zachęcam dziecko do wzięcia ode mnie kredytu gotówkowego na bardzo atrakcyjnych dla mnie warunkach (wysokie oprocentowanie), po to by na własnej skórze przekonało się jak „zabójcze” dla jego miesięcznego budżetu stanie się płacenie rat za kredyt. Uważam, że takie rozwiązanie jest o wiele lepsze i bardziej wartościowe, niż gdybym od samego początku negatywnie nastawiał dziecko do wzięcia kredytu i zabraniał mu tego. Niech spróbuje teraz i przekona się, że nie warto, niż gdyby miało poznawać ten stan będąc już dorosłym.

Etap 5

  • siadamy wspólnie do spisania/zrewidowania potrzeb dziecka. Ustalamy, które potrzeby będzie samo finansować i negocjujemy wówczas podwyższenie kwoty kieszonkowego,
  • cały czas dziecko prowadzi zeszyt zapisując ponoszone wydatki,
  • wprowadzamy długoterminowy plan oszczędzania (na 2-3 lata).

Etap 6

  • przez ustalony okres czasu płacę dziecku kieszonkowe nieregularnie, tj. wypłacam różne kwoty, w nieregularnych odstępach czasu. Chciałbym, żeby dziecko nauczyło się również zarządzać swoim budżetem w sytuacji, kiedy w przyszłości jego zarobki będą uzależnione od wyników pracy (brak stałej pensji). Oczywiście musi być to poparte pewnymi założeniami i zasadami, tak, żeby dziecko wiedziało, że jeżeli zaangażuje się w pewne działania, to prawdopodobieństwo otrzymania wówczas kieszonkowego wzrasta.
  • zwiększam kwotę kieszonkowego, po to by dziecko (na ten czas to bardziej już nastolatek) partycypowało w płaceniu domowych rachunków (np. telewizja, telefon). Chciałbym, zgodnie z moimi początkowymi założeniami, aby budżet mojego dziecka (który tworzyć będą głównie kieszonkowe)  odzwierciedlał jego dorosły budżet. Zależy mi więc, żeby rachunki były uwzględnione w jego zeszycie, a on sam korzystając już z bankowości elektronicznej sam realizował trochę „sztuczny” przelew zwrotny na moje konto,
  • zachęcam dziecko (nastolatka) do inwestowania swoich pieniędzy (przedstawiam możliwości, wszystkie argumenty za i przeciw),
  • wspólnie podsumowujemy budżet roczny dziecka, analizujemy i omawiamy wszystkie kategorie wydatków, sprawdzamy oszczędności, omawiamy cele na kolejny rok.

Wprowadzenie poszczególnych etapów i konkretnych działań będą uzależnione od obserwacji dziecka. Nie chcę trzymać się sztywnych zasad, które wyznaczałby wiek dziecka. To wszystko ma być naturalne, nie wymuszone a na pewno poparte licznymi dyskusjami, nauką i konkretnymi przykładami z mojej strony.

Bonusy

Mam na tą chwilę jedną wątpliwość: co robić z dodatkowymi wpływami pieniężnymi, które dziecko będzie otrzymywać w formie prezentów np. na urodziny od dziadków, na komunię, itp. Na pewno nie będzie to miało wpływu na wypłatę przeze mnie kieszonkowego, tzn. większy przypływ gotówki nie spowoduje wstrzymania przeze mnie wypłaty kieszonkowego. Nam dorosłym też zdarza się otrzymać raz na jakiś czas dodatkowy „strzał” w postaci chociażby zwrotu podatku czy wypłaty roszczenia/odszkodowania z ubezpieczenia i sposobów na ich „skonsumowanie” może być wiele, niekoniecznie wszystkie rozsądne.

Dziecko może wydać je w całości na zachciankę, odłożyć na wcześniej ustalony cel, przeznaczyć na swoje potrzeby, ewentualnie część przekazać na cele charytatywne. Nie chciałbym z góry narzucać dziecku co ma z tymi pieniędzmi zrobić, ale obawiam się, że zostaną wydane na zachciankę, co z mojego punktu widzenia będzie oznaczać marnotrawstwo. Z drugiej strony, jakby nie było to nie mój prezent, więc nic mi do tego. Wierzę jednak, że do tego czasu, moja edukacja nie pójdzie na marne, zadziała i przyniesie w momencie podejmowania decyzji przez dziecko, pierwsze owoce :).

Wnioski

Jak wiadomo edukacja to w dużej mierze utrzymywanie relacji poprzez dialog i właściwą komunikację. Każde działanie poparte być musi konkretnym i jasnym dla dziecka wyjaśnieniem, po co to robimy, jaki jest cel, jakie korzyści, jakie negatywne skutki. To także umiejętność słuchania dziecka, zrozumienia jego potrzeb oraz wychwycenie jaka metoda nauki finansów jest dla dziecka najbardziej atrakcyjna.

Przy dawaniu kieszonkowego mamy naprawdę sporo możliwości. Obcowanie z prawdziwymi pieniędzmi pod naszym nadzorem jest najlepszym sposobem nauki ich zarządzania przez dziecko.

Nie zapominajmy również o drugim istotnym elemencie jakim jest nauka przedsiębiorczości. Dając dziecku pieniądze, ucząc oszczędzania oraz zarządzania tym co ma, niejako kodujemy mu w głowie zasadę, że jego dochód ograniczony jest tylko do wysokości kieszonkowego. Jeżeli skupimy się tylko na dawaniu i weryfikowaniu jak sobie z tym radzi, a zapomnimy o wzmacnianiu w dziecku kreatywności, wychowamy przyszłego etatowca, którego zadawalać będzie stała pensja i raz na jakiś czas podwyżka. Pokażmy mu, że kreatywność, niestandardowe działanie, odwaga i wiedza mogą być atrakcyjne i mogą przyczynić się do zarabiania pieniędzy w ilości znacznie przewyższającej nasze miesięczne kieszonkowe.  Z wielkimi pieniędzmi też trzeba umieć się obchodzić. Historia zna wielu znanych sportowców milionerów, którzy tracili majątki bardzo szybko. Bądźmy więc czujni. Bo kto powiedział, że nie uczymy właśnie w naszym domu przyszłego milionera?

Ciekaw jestem Waszego podejścia do dawania kieszonkowego waszym dzieciom. Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielicie się swoją metodą, zostawiając komentarz poniżej.

Fot. pixabay

Łukasz Grygiel