Wywiad z Piotrem Cieplińskim, zwycięzcą XXX Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej

olimpiada wiedzy ekonomicznej

Wygranie Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej to nie przypadek, a przeglądając sylwetki dotychczasowych zwycięzców można stwierdzić, że są to osoby nieprzeciętne, które kształcą się dalej na najlepszych uczelniach lub aktualnie pełnią ważne role w swoich firmach lub instytucjach.

Kto wie, czy za kilka lub kilkanaście lat nie usłyszymy głośno o dokonaniach tegorocznego zwycięzcy olimpiady, Piotra Cieplińskiego. Osobiście gdybym był pracodawcą, w przypadku Piotra, zbędna byłaby rozmowa kwalifikacyjna. Wystarczyłby ten wywiad.

Zapraszam.

Cześć Piotr. Na wstępie bardzo Ci dziękuję za poświęcenie mi swojego czasu. Wiem, że pisałeś niedawno maturę, więc tym bardziej w natłoku obowiązków jestem Ci wdzięczny za to, że zgodziłeś się udzielić wywiadu.

Gratuluję zwycięstwa w XXX Olimpiadzie Wiedzy Ekonomicznej, której finał miał miejsce na początku kwietnia. Powiedz, ile czasu zajęło Ci przygotowanie się do olimpiady? Dlaczego w ogóle zdecydowałeś się wziąć udział i czy Twoja szkoła w jakiś sposób Cię wspierała?

Dowiedziałem się o Olimpiadzie Wiedzy Ekonomicznej w pierwszej klasie liceum. Wtedy też poszukiwałem dla siebie ciekawej dziedziny, w której mógłbym naprawdę zabłysnąć. Ekonomia przychodziła mi zawsze z pewną łatwością, a olimpiada pozwalała na popisanie się zarówno wiedzą teoretyczną, podejściem analitycznym i zrozumieniem aktualnych wydarzeń na arenie geopolitycznej. Podjąłem decyzję i wtedy zacząłem moje nieśmiałe przygotowania. Można więc powiedzieć, że przygotowywałem się trochę ponad 2 lata, jednak ostatni rok był okresem zdecydowanie intensywniejszym i obfitszym w doświadczenia, które przybliżyły mnie do upragnionego sukcesu. Jeśli chodzi o szkołę, to sprawa jest nieoczywista. Z jednej strony nie miałem nigdy żadnej lekcji ekonomii w szkole. Podstawa programowa obejmuje dość enigmatycznie brzmiący przedmiot nazwany “podstawy przedsiębiorczości”, ale nigdy nie miałem przyjemności poznać osoby, która traktowałaby go na poważnie. Uczęszczałem na zajęcia na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu na wydział ekonomii i zarządzania, ale już po pierwszym kolokwium zorientowałem się, że to nie jest miejsce dla mnie. Było to możliwe dzięki porozumieniu mojego liceum z uczelnią, które gwarantowało nam wstęp na zajęcia na prawach studentów, z możliwością zaliczenia przedmiotu. Z pewnym rozbawieniem wspominam, że mogłem dzięki temu zarobić przynajmniej swoje pierwsze pieniądze ucząc studentów matematyki. Dawałem im po prostu korki z materiału, który był już omówiony na zajęciach.
Z drugiej strony przygotowanie do olimpiady wymaga czasu i oddania, co często nie sprzyja regularnemu pojawianiu się w szkole. Tutaj grono pedagogiczne wykazało się ogromną przychylnością i nigdy nie musiałem znosić jakiś nieprzyjemności w związku z zaliczaniem w późniejszych terminach, niejednokrotnie kilku partii materiału na raz. To było dla mnie ogromne wsparcie.

Jaki zakres wiedzy musiałeś przestudiować, czego się nauczyć?

Podstawowa literatura do olimpiady to kilka podręczników akademickich, ale charakteryzujących się bardzo przystępnym językiem i wieloma uproszczeniami. Chodzi tu w szczególności o mikroekonomię, makroekonomię, analizę finansową, elementy bankowości i rynków kapitałowych. Na tym etapie to cztery, może pięć podręczników, które warto przestudiować dość dokładnie, od deski do deski. Ucząc się do finału pracowałem jednak z literaturą fachową, pracami doktorskimi i różnego rodzaju raportami instytucji analitycznych, które publikują swoje opracowania. Chodziło o zapewnienie sobie przewagi nad innymi uczestnikami konkursu, ale także przygotowanie się do części ustnej, która daje szansę wyeksponować zgromadzoną wiedzę. Żeby prześledzić przestudiowany przeze mnie materiał należałoby spojrzeć na zawartość dysku mojego komputera, do tej pory mam tam kilkanaście prac naukowych, kilka raportów branżowych, skany książek, które kupiłem, ale nie mogłem ich wszędzie wozić. Jestem przekonany, że to standardowa droga dla wszystkich uczestników finału olimpiady zainteresowanych najwyższym wynikiem.

Na jaki temat trafiłeś w części ustnej?

Część ustna konkursu przywitała mnie bardzo korzystnym zestawem pytań. Miałem zreferować doktrynę ekonomiczną ordoliberalizmu, ruchu szczególnie popularnego w Niemczech za czasów Ludwiga Erharda. Druga część odpowiedzi miała zawierać przedstawienie zasad społecznej gospodarki rynkowej, implikacje paragrafu dwudziestego Konstytucji. Oba tematy korespondują ze sobą i udało mi się połączyć je w jedną całość. Jak się okazało później – skutecznie.

Czy już teraz jesteś w stanie stwierdzić jakie korzyści dało Ci zwycięstwo w olimpiadzie? Czego ewentualnie spodziewasz się po wygranej?

Na to pytanie najlepiej byłoby odpowiadać za kilka lat, gdy prawdopodobnie zakończy się etap dyskontowania korzyści, które zapewniła mi olimpiada. W tej chwili mogę na pewno wspomnieć o mojej dalszej karierze naukowej, którą wynik olimpiady istotnie wesprze. Mam przyjemność aplikować na uczelnię w Stanach Zjednoczonych i jestem pewny, że zwycięstwo może przysporzyć mi kilka życzliwych spojrzeń więcej wśród członków komisji rekrutacyjnej. Jednakże, dopóki klamka nie zapadła ciężko powiedzieć na ten temat coś więcej. Drugim istotnym przywilejem, z którego cieszę się szczególnie, była okazja do poznania wyjątkowych ludzi. Nie mam wątpliwości, że wśród uczestników finału znajdowało się wielu niebywale zdolnych i zdeterminowanych uczniów, których nastawienie gwarantuje im wspaniałe kariery i osiągnięcia. Dzięki olimpiadzie wiem dzisiaj, że jeśli zdecyduję się wrócić kiedyś do Polski będę miał z kim rozpocząć nowe przedsięwzięcia i projekty.

Jakie masz wyniki w nauce? Z których przedmiotów czujesz się mocny? Które interesują Cię najbardziej?

Jestem raczej dobrym uczniem. 28 kwietnia skończyłem szkołę i średnia klas maturalnych w naszym liceum wynosiła bodajże 5.1. Brzmi abstrakcyjnie, ale w praktyce oznacza to, że każdy uczeń dostaje piątki. W takim środowisku istnieje silna potrzeba nie odbiegania od średniej, która skutkuje utrzymującym się poziomem. Moje indywidualne wyniki w nauce są po prostu wyrazem mojej troski o to, żeby na każdym zaliczeniu utrzymywać się gdzieś w środku stawki, jestem więc piątkowym uczniem. Więcej uwagi poświęcam matematyce, która zawsze wydawała mi się narzędziem, o które należy dbać, bo może się przydać w dowolnym momencie. Bez matematyki bylibyśmy wszyscy domorosłymi politykami, jeśli mogę sobie pozwolić na tę uszczypliwość.

Gdzie planujesz iść na studia? Czy wiesz już, czym chciałbyś zajmować się zawodowo?

Jak już wspominałem, planuję studia za granicą. Jestem pewny, że moja kariera będzie związana z finansami, w szczególności z inwestowaniem w rynki nowych technologii. Przez rok uczestniczyłem w projekcie technologicznym, poznałem środowisko start-upów i inkubatorów przedsiębiorczości. Mam wrażenie, że rozumiem mechanizmy rządzące tą gałęzią rynku, a kolejne lata edukacji przygotują mnie do skutecznego generowania zysków w ramach inwestycji na wczesnym etapie rozwoju, tak potrzebnych w Polsce. Oczywiście, moje plany mogą ulec przeobrażeniu, jednak warto zawsze przeć do jakiegoś celu, to otwiera wiele drzwi, o których czasem nawet nie myślimy. To element mojej filozofii.

Czym zajmujesz się na co dzień poza szkołą? Jakie masz zainteresowania, hobby?

Uwielbiam sport. Od gimnazjum trenuję siłowo, grałem w klubie koszykarskim, obecnie staram się utrzymywać w dobrej kondycji, mimo systematycznie kurczącej się ilości wolnego czasu. W chwili obecnej wydaje mi się jednak, że najwięcej czasu poświęcam na relacje z najbliższymi. Ogromne wsparcie, które od nich otrzymuję stanowi filar mojego sukcesu. Zwykle kończę pracować późnym wieczorem, często w środku nocy i niemal zawsze mogę wtedy liczyć na moją dziewczynę, która podnosi mnie gdy ciężko mi to wszystko dalej dźwigać. Nie jestem pewny, czy można to potraktować jako hobby, ale właśnie tak spędzam większość czasu, którego nie poświęcam na uczenie się ekonomii, prowadzenie projektu i wyjazdy naukowe.

A czy mógłbyś zdradzić w jakim projekcie uczestniczysz?

Projekt, o którym tutaj opowiadam to startup koncentrujący swoje wysiłki na stworzeniu platformy umożliwiającej firmom zewnętrznym prowadzenie rekrutacji wśród studentów, uczniów techników, czy nawet licealistów. Opracowaliśmy metodę oszacowywania wartości potencjalnego pracownika dla firmy w sposób, który uchroni użytkowników rozwiązania przed potencjalnie stresogenną sytuacją na rozmowie kwalifikacyjnej, kiedy rekruter pyta o dotychczasowe doświadczenia. Ukończyliśmy pracę nad stroną informatyczną rozwiązania, obecnie przygotowujemy promocję i staramy się pozyskać partnera strategicznego, który wesprze nas we wdrożeniu innowacji na rynek.

Jak w Twojej ocenie szkoła przygotowuje do zarządzania swoimi pieniędzmi? Czy w Twojej szkole poruszane są tematy związane z budżetem domowym, oszczędzaniem, inwestowaniem czy ekonomią?

Nie zauważyłem, aby szkoła starała się wpoić nam jakieś wartościowe nawyki związane z wydatkowaniem i prowadzeniem budżetu domowego. Szczerze mówiąc, nie mam jej tego zupełnie za złe. Uważam, że są to skomplikowane zagadnienia, które powinny być uczone przez ekspertów, a skończyłoby się na panu profesorze, który zupełnie przypadkiem uczy także zajęć technicznych, wychowania do życia w rodzinie i plastyki. Nie chciałbym być tutaj zbyt surowy, wiem, że jest w Polsce kilku nauczycieli podchodzących do tych zajęć poważnie, a być może nawet i kilku uczniów. W każdym razie, wydaje mi się, że przedsiębiorczość, czy zasady inwestowania to zagadnienia, które najskuteczniej zapadają w głowie młodego człowieka, gdy są dyskutowane w rodzinie. Sam obserwowałem mojego Tatę gdy podejmował ryzyko i rozpoczynał skomplikowane projekty, więc nie miałem obaw, żeby rejestrować swoją działalność w KRS na kilka tygodni po osiągnięciu dorosłości. Przyglądałem się PIT-om, słuchałem dlaczego decyduje się ulokować pieniądze w danym miejscu. Dzisiaj wiem, że gdyby nie taka atmosfera w domu nie zainteresowałbym się biznesem. Musiałem przejść swoją drogę, przestudiować wiele książek, poznać wielu niezwykle inspirujących ludzi, ale to ten fundament, a nie 2 godziny “Podstaw Przedsiębiorczości” w gimnazjum ukształtowały moje nastawienie do ekonomii.

Czy w Twojej szkole organizowane są jakieś akcje promujące np. zdobywanie wiedzy o ekonomii, o domowych finansach?

W szkole dowiadujemy się o konkursach ekonomicznych. Mamy dostęp do literatury, możemy dopytać starszych kolegów, jak najlepiej się przygotować. Jednak akcje promocyjne sensu stricto w zasadzie się nie pojawiają. Być może nadchodzące lata przyniosą jakąś zmianę, ewidentnie istnieje tutaj ciekawa nisza do wypełnienia. Wydaje mi się, że Polska była bardzo długo krajem, w którym niewielu ludzi mogło sobie pozwolić na inwestowanie, bo niewielu posiadało realne oszczędności. Być może bogacące się społeczeństwo już niedługo dojdzie do wniosku, że wiedza na temat wydawania pieniędzy okazuje się czasem równie istotna, co wiedza o ich zarabianiu.

Skąd czerpiesz motywację do nauki? Czy to jest wynik tego, że to Twoi rodzice, tak jak wspominasz, w sposób naturalny rozmawiali w domu o zagadnieniach związanych z ekonomią, pieniędzmi i przedsiębiorczością i siłą rzeczy „wkręciłeś” się w te tematy? Czy czujesz jakąś presję ze strony rodziców? Czy to jest jednak Twoja wewnętrzna motywacja, podsycana ciekawością, możliwością kariery czy po prostu szansą na zarabianie pieniędzy?

Myślę, że nie będzie przesadą, jeśli powiem, że moja motywacja wynika w znakomitej większości ze mojego nastawienia, ale nie bez znaczenia były wpływy rodziców. W domu uczyłem się pracowitości, co szybko zaowocowało pierwszymi nagrodami na mniej istotnych konkursach. To podsycało we mnie ambicję, nie chciałem stać w miejscu. Posłużę się pewną ilustracją. W czwartej klasie zdobyłem wyróżnienie na konkursie z matematyki. W domu panowała ekscytacja, rodzice byli dumni. Jednakże, gdy rok i dwa lata później ponownie udawało mi się zabłysnąć na tym samym konkursie, nie było to dla całej rodziny taką niespodzianką i naturalnie przyszła ochota na więcej. Muszę tu szczerze przyznać, że motywacją była dla mnie na początku radość i duma z samego stania na podium, możliwość poczucia się odrobinę ponad przeciętną. Można by to pewnie z perspektywy czytelnika nazwać skłonnością do zadzierania nosa i byłoby w tym wiele racji. Jednak na przestrzeni kolejnych lat, gdy nie czułem już takiej potrzeby poklasku, główną motywacją stała się dla mnie potrzeba bycia ekspertem w jakiejś dziedzinie. Poza tym wiedziałem, że świat jest skonstruowany w taki sposób, że trzeba mieć pasje i hobby, ale nie można zakładać, że to wystarczy, aby prowadzić zabezpieczone materialnie życie. W Polsce spotyka się jeszcze często negatywną konotację między posiadaniem pieniądza, a ich lekkomyślnym wydawaniem, a wręcz skłonnością do hedonizmu. Ja rozumiem posiadanie pieniądza jako otwarcie drzwi do rozwijania się. Sam jestem tego przykładem, zważywszy na ilość środków, które kosztowały wszystkie kursy i przygotowania, w jakich brałem udział. Bez pieniędzy nie mógłbym marzyć o studiach za granicą, nie mógłbym swobodnie podróżować po Polsce za konferencjami i warsztatami. Ekonomia jest doskonałym sposobem, abym swoim przyszłym dzieciom mógł zapewnić podobne standardy rozwoju, a dodatkowo zajmować się tematami intuicyjnie dla mnie zrozumiałymi i społecznie istotnymi. Na pewno istnieje też motyw ambicjonalny, myśl o błyskotliwej karierze w bankowości czy finansach bardzo do mnie przemawia, ale, w kontekście opisanych tutaj motywów, jest to raczej wisienka na torcie.

Jakie według Ciebie kompetencje i umiejętności decydują w dzisiejszym świecie o powodzeniu w karierze?

Ściśle współpracowałem z zespołem 10 osób. To moja próba badawcza. Jeśli mogę stwierdzić, z kim pracowało mi się najlepiej, to byli to przede wszystkim Ci najbardziej sumienni, a jednocześnie najzdolniejsi. Myślę, że to są kluczowe czynniki. Człowiek, który nie jest w stanie przyjść na spotkanie na czas, który nie dostarcza mi projektu przed terminem albo zalega z jakimś dokumentem jest problematyczny, niezależnie jakimi zdolnościami operuje. Z drugiej strony, brak talentu i smykałki skazuje przełożonego na wielokrotne poprawianie dostarczanych wyników albo udzielanie kolejnych rad w celu przerzucania chociaż części pracy na zaangażowanego podwładnego. Tutaj nie liczy się już sumienność, wyniki muszą po prostu sprostać oczekiwaniom, a tego nie będzie potrafił osiągnąć każdy. Mam nadzieję, że nie brzmię tu zbyt szorstko, jednak udana i prężna kariera wydaje mi się dzisiaj mieszanką doskonałych rezultatów pracy na każdym stanowisku i dobrych relacji z przełożonymi. Być może jestem idealistą, jednak wiem, że mając taką możliwość awansowałbym tego, który wykonuje swoją pracę sprawnie i nigdy nie absorbuje mojego czasu na dopytywanie się o szczegóły, które mógłby wydedukować samemu.

Czy myśląc o swojej przyszłości, koncentrujesz się na jakimś miejscu w którym chciałbyś dalej się rozwijać?

Jak już wspomniałem, swoją przyszłość wiążę przede wszystkim z krajami Europy zachodniej i USA. Być może, jeśli Polsce uda się utrzymać obecny poziom wzrostu gospodarczego, będę kierował tutaj swoje kroki w perspektywie 10-15 lat, a założenie rodziny na pewno będzie dla mnie dodatkową zachętą do powrotu, jednak dzisiaj czuję, że mam potencjał i szansę na poznanie świata i pracę nad najciekawszymi problemami, z którymi mierzyć będzie się gospodarka globalna w kolejnych dziesięcioleciach. Byleby tylko nie stać wśród tych, którzy doprowadzą do kolejnego Wielkiego Kryzysu. Ale czy wtedy ktoś będzie w stanie powiedzieć, po której stronie transakcji jest ta “właściwa pozycja”?

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę. Życzę powodzenia w dalszym rozwoju i wielu sukcesów.

 

PS. Jeszcze więcej wpisów i materiałów publikuję na facebook’u. Jeśli jeszcze nie polubiłeś mojej strony, to jest okazja:)


A jeśli spodobał Ci się ten artykuł i chcesz być na bieżąco, to zapraszam do zapisu na newsletter.

 

Łukasz Grygiel

  • Szczęka opada z wrażenia. Oby Piotr zechciał wrócić po zagranicznych studiach do Polski i tworzyć coś dobrego. Jakże wymowne jest stwierdzenie, że Piotr nigdy nie spotkał osoby która traktowałby poważnie przedmiot „podstawy przedsiębiorczości”. Dla mnie dramat podwójny. Raz ze względu na nasz system edukacji. Dwa – co jest zapewne skutkiem pierwszego – że względu na oddolny brak presji uczniów, aby poważnie traktować ten przedmiot. Dodam, że sam dzięki 4 latom nauki przedsiębiorczości w szkole średniej o profilu technicznym, mając indeks technicznej uczelni w kieszeni, zezygnowałem z niej na poczet studiów ekonomicznych. Coś w tym jest, że trzeba „zapalić” się do tematu tak jak Piotr, aby podążająć za pasją brać od życia to co chcemy. Pozdrawiam, postając pod wrażeniem wywiadu.

    • Super, prawda? Mamy naprawdę zdolną młodzież:). A z tą przedsiębiorczością to przynajmniej mi, jak patrzę na podręczniki ze szkoły, brakuje nacisku na kształcenie cech przedsiębiorczych jak np. sposób komunikacji, otwartość, asertywność, odwaga, kreatywność. W książkach widzę tematy typu jak założyć firmę, a to średnio może interesować. Nie ma to jak praktyka, a jak jeszcze młodzież zamieni to w pasję to sukces i radość murowane.

      • Zgadzam się. Ciekawe, że to tak się zmienia. Ja miałem cały rok nauki technik interpersonalnych z ćwiczeniami scenek, a teraz jak widać, przyjęli, że trzeba inaczej uczyć. No cóż. Przedsiębiorczość to cecha którą trzeba mieć w sobie tak jak tu Twój rozmówca Piotr.