Dylemat rodzica – odkładać dla dzieci czy na swoją emeryturę

Dylemat rodzica – odkładać dla dzieci czy na swoją emeryturę

Dzisiaj na tapetę biorę taką oto sytuację: młodzi rodzice dwójki dzieci w wieku powiedzmy 5-8 lat, (sami są w wieku ok. 38-35 lat) zastanawiają się co robić: czy odkładać co miesiąc po 300 zł na przyszłość swoich pociech, czy odkładać na swoją emeryturę. Aktualnie posiadają oszczędności w kwocie 3000 zł.

Co byś im doradził?

Generalnie za sam fakt oszczędzania i odkładania należy im się medal. Teoretycznie aż tak konkretnej decyzji teraz podejmować nie muszą. Dylemat będą mieć dopiero wtedy, gdy ich dzieci dorosną, a na ich koncie odłoży się spora sumka. Wtedy pojawi się pytanie: przekazywać dzieciom (np. na wesele), czy kontynuować oszczędzanie na swoją emeryturę.

Emerytury w przyszłości będą ponurym żartem. W najlepszym przypadku liczę (choć raczej i w to wątpię), że otrzymam ok. 20% swojej ostatniej pensji. Generalnie nie wierzę, że ten system to wszystko udźwignie.

Z drugiej strony na miejscu tych rodziców, miałbym ochotę dołożyć cegiełkę w lepszy start w przyszłość ich dzieci i umożliwić im studia na wymarzonym kierunku. To nie tylko kwestia wsparcia finansowego, ale także poczucie pewnego obowiązku. I to poczucie sprawia, że podejmowane są czasem nieracjonalne decyzje. Bo jeżeli ktoś zapytałby mnie, czy oddałbym 30 tys. na wesele syna, nie posiadając żadnych oszczędności na swoją emeryturę – to uznałbym to za głupi pomysł. 

I domyślam się, że część rodziców stwierdziłoby – jak tak można, nie wypada, to przecież obowiązek. Trochę inna sytuacja byłaby ze studiami, choć nadal uważam (oczywiście na tę chwilę, bo tylko krowa nie zmienia poglądów i za parę lat czytając ten post, być może będę tylko boki zrywał), że studia, także w innym, większym mieście, można pogodzić z pracą. I wsparcie finansowe rodziców nie jest wcale konieczne, czasami nawet nie zalecane.

Natomiast brak środków na starość, spowoduje, że nie tyle spadnie poziom życia, ale pojawi się ryzyko, np. w przypadku chorób – brak możliwości leczenia. Nie chciałbym być na starość obciążeniem finansowym dla swoich dzieci. Moje możliwości dorobienia lub zatrudnienia też raczej spadną. Już dziś wszystko zmierza w kierunku rozwoju technologii, potrzeba specjalistów i ekspertów w wąskich dziedzinach. Jeżeli brakować będzie mi wiedzy, umiejętności i doświadczenia to sam skazuję się na biedę, bo na emeryturę oczywiście nie liczę. No chyba, że do tego czasu odłożę.

Moje dzieci będą miały większą szansę na zatrudnienie, będą zdrowe i wykształcone (nie zakładam innego scenariusza, choć wiadomo, życie lubi płatać figle). Ich zdolności przystosowania się do nowych warunków bedą o wiele większe od moich. Jestem przekonany, że sobie poradzą. Czy będą miały mi za złe, że nie wesprę ich finansowo w momencie wchodzenia w dorosłość?

Tego nie wiem, choć oczywiście nie zakładam też, że takiej możliwości nie będę miał. Dużo zależy również od mojej postawy i obecnych działań.

Wsparcie finansowe dzieci to nie tylko przekazanie im pieniędzy. To także możliwość przekazania im mieszkania, ziemi czy też możliwość kontynuowania rodzinnego biznesu. Możliwości jest wiele.

Pamiętajmy też, że edukacja finansowa młodzieży powinna przygotowywać młodych ludzi do samodzielnego zarządzania pieniędzmi i podejmowania ważnych, życiowych decyzji. Opieranie swojej przyszłości na ewentualnym spadku od rodziców lub znaczącym wsparciu finansowym jest przejawem niezdrowego egoizmu. Oczekiwanie od rodziców wsparcia w wieku 20-30 lat jest nieodpowiedzialne. Tak samo jak obarczanie ich winą za to, że nie chcą lub nie mogą im pomóc finansowo.

Jeżeli tak będzie, to jako rodzic zastanowiłbym się – co w wychowaniu moich dzieci poszło nie tak.

Close Menu