Wychować bogate dziecko

Wychować bogate dziecko

To jest pierwszy post z nowego cyklu artykułów, które zamierzam publikować na blogu codziennie przez pewien czas. Czy mi się uda? Nie wiem. Traktuję to jako test. A teksty, które będą pojawiać się w tej części bloga, z założenia będą bardziej osobiste, z dystansem, czasem z ironią lub delikatną prowokacją. Oczywiście wszystko w kontekście wychowania dzieci i pieniędzy.

Nie rezygnuję oczywiście z tekstów typowo edukacyjnych i praktycznych. Powoli przymierzam się także do powrotu do nagrań kolejnych odcinków podcastu. Nabieram rozpędu, a przede wszystkim wracam do regularności i bardzo mnie to cieszy.

No dobrze, a teraz konkretnie, na temat, który wybrałem jako pierwszy, a więc: „wychować bogate dziecko” – czy taki jest plan każdego rodzica? Czy taki cel rodziców powinien napędzać ich działania? Czy wychowanie dziecka i wsparcie w jego edukacji powinno zmierzać właśnie w tym kierunku – aby w życiu miało sporo hajsu i było szczęśliwe (da się tak w ogóle? A może jak jedno, to nie drugie i trzeba wybierać?)

Prowadzę ten blog już 4 rok. Edukacja finansowa jest dla mnie ważna i stanowi istotny element wychowania mojego 7-letniego syna. Nie myśl jednak sobie, że „programuje” go niczym robota, którego zadaniem jest nauka, zdobywanie umiejętności i kompetencji, które będą cenione na rynku pracy czy w biznesie za kilkanaście lat.

Jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy wszyscy z mojego rocznika wybierali liceum, tylko „nieudacznicy” wybierali zawodówkę (a raczej nie mieli wyboru). Śmiano się z osób, którzy uczyli się konkretnego fachu. Piekarz, cukiernik, fryzjer? A gdzie tam – moje dziecko powinno iść do liceum, a potem na studia – taaakie rodziców były pragnienia.

A dziś wielu moich znajomych, właśnie po tych zawodówkach, prowadzi swój biznes i uśmiecha się pewnie pod nosem widząc Anię lub Krzyśka, którzy „jechali” na 5-tkach w liceum, by dostać się na studia. A po studiach, by dostać się do korpo i stać się typowym korposzczurem za 3,5 tys. brutto miesięcznie + premie. Uśmiecham się i ja, bo taką drogę sam przeszedłem i w sumie nadal ją kroczę. Co prawda, za większe pieniądze, ale czy one są w życiu najważniejsze? I absolutnie nie neguję działań Ani i Krzyśka, którzy zdobytą wiedzę, mogli przecież zagłębiać na studiach, by stać się po latach ekspertami w swoich dziedzinach. Większość jednak wybitnych uczniów, mam wrażenie popada w przeciętność i lenistwo, robiąc niewiele by polubić swoją prace i swoje życie.

Mam 36-lat i coraz większą ochotę wyjechać ze stolicy, opuścić korpo, zaszyć się na wsi, pracować na swój własny rachunek, uprawiać warzywa, żyć spokojnie, akceptując nawet mniejszy dochód. Nie wiem czy to przez wiek, wypalenie albo początek depresji, ale zupełnie nie kręci mnie już wspinanie się po kolejnych szczeblach „kariery” w korporacji.

To co mnie trzyma? Kredyty? Rodzina? Syn? Przecież na wsi to nie będzie miał takich możliwości, jak tu, w stolicy – słyszę to często.

No więc, co powinno być celem wychowawczym rodziców? Zapewnienie warunków do rozwoju dziecka? Ale co to znaczy? Zajęcia z angielskiego, francuskiego i hiszpańskiego? A może nauka pływania, treningi piłki nożnej, zajęcia muzyczne i taniec?

Ilu jest szczęśliwych rodziców, którzy to wszystko mogą zapewnić swoim (szczęśliwym?) dzieciom.

Z drugiej strony są też i rodzice, którzy nie oferują swoim dzieciom tylu atrakcji i cierpią z tego powodu, szczególnie widząc tych pierwszych.

To co zrobić, żeby nasze dziecko było bogate?

Najpierw zdefiniowałbym bogactwo. Według mojej definicji bogatym nie jest ten, co dużo zarabia, a ten, kto potrafi odkładać i pomnażać swój majątek.

Tylko… czy o takie bogactwo naszego dziecka powinniśmy walczyć? Czy jego miarą są tylko pieniądze? Bo jeżeli tak i jeżeli bardzo nam na tym zależy, to wszystko w naszych rękach. Wystarczy przekazać dziecku, gdy będzie już dorosłe odpowiednią sumę, świadczącą o bogactwie i po kłopocie.

A może jednak chodzi o zupełnie coś innego? Może chodzi o skupienie się na fundamentalnych obszarach rozwoju naszego dziecka, które będą stanowić o jego sile w przyszłości i dadzą podstawę do budowania bogactwa – jakkolwiek nie byłoby ono definiowane. Co mam na myśli?

Poczucie wartości.

Pewność siebie.

Odpowiedzialność.

Odwaga.

Pracowitość.

I te wszystkie jego cechy miałyby być wypracowywane w bliskiej relacji z nami i w poczuciu silnej więzi. Dziś w wielu rodzinach tego brakuje. Gdy słyszę i czytam z jakimi problemami zmagają się dzieci, to wiem jedno – jeżeli jako rodzice nie zadbamy o te fundamenty, to o żadnym bogactwie nie może być mowy. No chyba, że jakimś cudem uda się jednak zgromadzić wiele zer na koncie. Ceną jednak tego bogactwa mogą być załamania, depresje i częste wizyty u psychologów i psychiatrów. Już dziś przedstawicieli tych zawodów brakuje, a będzie potrzeba ich więcej.

Gdybym miał podać dwa obszary, które według mnie zdecydują o bogactwie w przyszłości dziecka i o które jako rodzice powinniśmy zadbać to:

  • po pierwsze fundamenty, a więc bliskość, więź, poczucie bezpieczeństwa i relacje – na bazie których można budować poczucie wartości, pewność siebie, odpowiedzialność i odwagę dziecka,
  • po drugie – edukacja finansowa, która powinna uświadamiać dziecko o wielu możliwościach finansowych, bądź wskazywać na pewne zagrożenia, natomiast w ogólnym rozrachunku powinna się ona sprowadzać do jednej, podstawowej zasady, którą nasze dziecko powinno iść przez życie, tj. zasada: wydawaj mniej niż będziesz zarabiać i oszczędzaj.

Tylko tyle i aż tyle.

Chcesz otrzymać prezenty? Zapisz się na mój newsletter i odbierz e-book o tym, jak zaangażować swojego nastolatka w domowy budżet oraz zeszyt finansowy dla młodzieży na nowy rok szkolny. 

Close Menu