Proste finanse, proste życie

Proste finanse, proste życie

Im dłużej chodzę po tym świecie, tym coraz bardziej przekonuję się, że w prostocie siła. W finansach również. Gdyby oprzeć swoje decyzje na kilku fundamentalnych finansowych zasadach, wielu problemów udałoby się uniknąć.

Świat finansów oferuje nam dziś wiele. Technologia i reklamy robią swoje. Wielu uważa, że to co nowe, zawsze jest lepsze, bardziej funkcjonalne. A zasady są proste:

Nie zarabiasz – nie wydajesz.

Zarabiasz – wydajesz i oszczędzasz min. 10%

Unikasz kredytów.

Chronisz i pomnażasz oszczędności.

Minimalizujesz koszty i trzymasz je pod kontrolą.

Trzymanie się tych zasad w dłuższej perspektywie daje spokój, pozorne bezpieczeństwo, a przede wszystkim wolność. Im człowiek starszy, tym bardziej atrakcyjne stają się te wartości. Tak przynajmniej sądzę ja – 36-latek (choć czuję się dużo młodziej).

Weźmy pod lupę Kowalskiego. Zarabia 4000 zł, co roku wakacje z rodziną, rachunki pod kontrolą, oszczędności stale rosną.

Na wakacje jedzie w polskie góry – mało – wolałby do Portugalii,

Idzie z żoną do restauracji raz w miesiącu – mało – wolałby co tydzień,

Ma 3 fajne marynarki – mało – wolałby droższe

Jeździ oplem – wolałby Audi

Ma perfumy za 100 zł – wolałby za 500 zł

Ma jedno konto w banku – mało. Szuka promocji, żeby otworzyć kolejne.

Telefon Samsung – mało – wolałby Apple

Teoretycznie Kowalski ma wszystko, co jest mu potrzebne do życia, a ciągle mu mało. I spina się, i kombinuje, aby tylko mieć jeszcze lepiej. Lepiej od sąsiada i od kolegi. A potem kredyt, i kolejny kredyt. A potem nerwy, stres i ciśnienie, żeby na to wszystko zarobić, bo nagle urosły koszty stałe.

Z czego się później cieszyć? Z tego, że było się w Portugalii? Z lepszej marynarki? Z lepszych perfum?

Oczywiście, że to wszystko może sprawiać przyjemność. Tylko, że jeżeli ta krótkotrwała radość jest przykrywana stresem, uwiązaniem do pracy, której się nie lubi, ale która daje w miarę rozsądne pieniądze, to to wszystko jest nic nie warte. Czy trzeba to poczuć i doświadczyć, żeby to zrozumieć?

Problemem jest ustawienie sobie pewnej granicy i powstrzymanie się przed nadmiernym konsumpcjonizmem. Jak tego dokonać?

U mnie sprawdza się cisza. Uważność. Jeszcze nie medytacja, bo nie próbowałem, ale może kiedyś. Umiejętność odpuszczania, odłożenia telefonu na bok, wyłączenia elektroniki. Tego nam brakuje.

Przyjdą czasy, kiedy będziemy płacić za ciszę, ciemność i naturę. Dziś są jeszcze za darmo. Korzystajmy, bo zwariujemy wszyscy.

Close Menu