Toksyczne oszczędzanie

Toksyczne oszczędzanie

Kilka lat temu przeczytałem książkę „Toksyczni rodzice”. W pamięci utkwił mi ten oto fragment, który cytowałem kiedyś również na fanpage’u bloga:

Kiedy badaliśmy korzenie jego obsesji oszczędzania pieniędzy, stało się jasne, że głos ojca, nawet 12 lat po jego śmierci, nadal rozbrzmiewał w głowie Elego:

Moi rodzice byli biednymi imigrantami. Wyrastałem w całkowitej nędzy. Moja rodzina, szczególnie ojciec, nauczyła mnie obawiać się wszystkiego. Często mawiał: „Świat jest nieludzki. Jeśli nie będziesz ostrożny, zjedzą cię żywcem”. Przez niego czułem, że nie mam czego oczekiwać w życiu z wyjątkiem zagrożenia. Chociaż ożeniłem się i zarabiam duże pieniądze, on nie przestawał. Zawsze oceniał mnie bardzo nisko, jeśli chodzi o to, na co wydaję pieniądze i co kupuję. A kiedy przypadkowo o czymś mu powiedziałem, jego typowa odpowiedź brzmiała: „Jesteś idiotą. Wydajesz pieniądze na zbytki. Powinieneś oszczędzać każdy grosz. Nadejdą ciężkie czasy, zawsze nadchodzą, i potem będziesz potrzebował tych pieniędzy.” Doszło do tego, że bałem się wydawać nawet drobne sumy. Ojciec nigdy nie myślał o życiu jako o czymś, czym można się cieszyć. Postrzegał je jakoś coś, co trzeba przetrwać.

Ojciec Elego przeniósł lęki i trudności własnego życia na swojego syna. Kiedy Eli osiągnął sukces, słyszał napominania ojca za każdym razem, gdy próbował cieszyć się owocami swojej pracy. Katastroficzne przewidywania ojca wplątały Elego w błędne koło. Nawet jeśli zmusił się do kupienia czegoś dla własnej przyjemności, głos ojca nie pozwalał mu się tym cieszyć.

Zajmując się edukacją finansową młodzieży i przekonując rodziców, że warto edukować swoje pociechy w tym obszarze, odbieram ten fragment jako przestrogę. Wielokrotnie podkreślam, że oszczędzanie jest najważniejszą lekcją jakie powinno odrobić Twoje dziecko.

Są jednak pewne granice.

Są takie obszary naszego życia, na których według mnie oszczędzać nie warto. Oczywiście każdy z nas jest inny, ma inne potrzeby, przekonania i preferencje. Wcale nie zamierzam nikogo potępiać lub nadmiernie chwalić za to, że oszczędza na wszystkim, na czym się da. Bo można i tak, jednocześnie nie odczuwając żadnego dyskomfortu.

Ja na przykład nie mogę oprzeć się kawie na mieście. Bardzo lubię usiąść w kawiarni, napić się pysznej americano, rozmawiając z żoną lub pracując. Lubię ten klimat. I naprawdę nie jest mi szkoda wydać na taką przyjemność 15 PLN.

Od jakiegoś czasu, wspólnie z żoną raz w miesiącu zamawiamy sushi. Kosztuje nas to ok. 120 PLN. Można byłoby to odłożyć, jasne, ale wieczór z sushi i ciekawym filmem jest dla nas wielką przyjemnością. Nie da się wszystkiego przeliczać na pieniądze. Nie jesteśmy maszynami stworzonymi do zarabiania. Takie drobne rzeczy, oczywiście w granicach rozsądku, działają pozytywnie na naszą psychikę. To też jest niesłychanie ważne.

Wydawać by się mogło, że oszczędzanie to pewne wyrzeczenie się, poświęcenie czegoś, w imię większych korzyści w przyszłości. Wcale tak nie musi być. Zakładam, że jeżeli ktoś nie oszczędza, to konsumuje. A skoro tak, to konsumpcja przynosi mu poczucie zadowolenia, radości lub wpływa na poczucie wartości.

I tu właśnie jest sedno sprawy. Bo jeżeli ktoś opiera swoje poczucie szczęścia na rzeczach materialnych, to szczerze… nigdy nie będzie szczęśliwy. Szczęście to brak oczekiwań i brak poczucia pragnienia – wyczytałem w którejś książce. Jeżeli czegoś pragniemy lub oczekujemy, a nie możemy dostać, to wówczas wypełnia nas frustracja. Jeżeli pragniemy rzeczy, to nigdy nie będziemy szczęśliwi, bo zawsze znajdą się kolejne, kolejne, i kolejne.

Coraz bardziej pociąga mnie minimalizm. Coraz bardziej wolę mieć np. jedną parę butów, ale porządnych (droższych), niż kilka par słabej jakości (tańszych). Zastanawiam się, jak można byłoby zarazić nim dzieci, choć czy to w ogóle jest możliwe?

Jeżeli oszczędzanie nas „boli”, a uśmierzeniem tego bólu jest zakup, który rujnuje nasz budżet – to mamy problem. Jeżeli oszczędzamy, czując permanentny ból z tego powodu – to też mamy problem, to jest właśnie toksyczne oszczędzanie. Rozwiązaniem może być znalezienie „ukojenia” w działaniach, które dalekie są od konsumpcjonizmu i materializmu.

Znalazłeś już takie?

Close Menu